Warto mieć hobby
Od zawsze lubiłam gotować i piec. Starałam się, żeby na weekend w domu było coś słodkiego do kawy. Kiedy zaczęłam chorować, dość długo byłam na zwolnieniu lekarskim, potem świadczenie rehabilitacyjne i w końcu renta. Na początku nie mogłam się odnaleźć bez pracy. Szukałam różnych zajęć, a jak wiadomo w domu zawsze jest co robić.
Któregoś dnia, odwiedziła mnie koleżanka, był świeży chlebek, ciasto do kawy. Nagle ona wypaliła, ty powinnaś założyć blog kulinarny. Oczywiście bardzo mnie to rozśmieszyło. Akurat...
ja i blog kulinarny, he he..
Uśmiałam się, ale gdzieś w głowie jednak zaczęłam o tym myśleć. Był czas, kiedy myślałam, że to dobry pomysł, ale za chwilę myślałam już odwrotnie, że to nie dla mnie, że nie mam o tym pojęcia. Przez jakiś czas biłam się z myślami, ale w międzyczasie wyszukiwałam w internecie blogi kulinarne, oglądałam, czytałam i wciąż się zastanawiałam. Zaczęłam robić zdjęcia niektórych potraw, tylko po to żeby zobaczyć jak to wyjdzie, ale jak miałam już zdjęcia, to zaczęłam wyszukiwać informacje jak założyć taki blog. Długo biłam się z myślami, bo przecież w gotowaniu jestem amatorką, gotuję zwykłe domowe jedzenie jak każda kobieta.
W końcu przyszedł dzień kiedy wymyśliłam nazwę dla mojego bloga, Agusiowe smakołyki . Przyszło mi to do głowy i pomyślałam, to jest ten czas.
Codziennie zaglądałam do tych przepisów, czytałam, sprawdzałam, ale nie miałam odwagi ich opublikować.
Któregoś dnia, jeszcze raz wszystko przejrzałam, kliknęłam, poszło...
Miałam swój blog, ale nikomu o nim nie powiedziałam, nawet mąż nie wiedział.
Wszystko się wydało, kiedy przyjaciółka poprosiła o przepis na chleb. Wysłałam jej link, bo pomyślałam, że nie zwróci uwagi na blog, że przeczyta tylko przepis. No niestety...
albo stety, zorientowała się, mąż zrobił wielkie oczy i potem już się rozeszło :)
W lutym tego roku, minęło już 8 lat, odkąd zaczęłam swoją przygodę z blogiem. Kiedy jeszcze byłam na chodzie, częściej dodawałam nowe przepisy. Nie było tygodnia, bez nowego przepisu, kochałam to robić, nadal kocham. Gotowanie i dzielenie się przepisami sprawia mi ogromną przyjemność. Staram się robić jak najładniejsze zdjęcia, oczywiście na miarę moich możliwości, bo fotografem nie jestem. Zajmuje to trochę czasu, robię średnio 100 zdjęć i z tego wybieram jedno, które się nadaje, a i tak często jestem niezadowolona.
Bardzo mnie cieszy, że ludzie korzystają z moich przepisów, przysyłają mi zdjęcia, piszą komentarze. To daje mi ogromną radość i siły, żeby dalej działać.
Mogę śmiało powiedzieć, że blog to moja terapia, daje mi taką satysfakcję, że nie mam czasu ani ochoty myśleć o chorobie. Oczywiście, nie jest tak, że wcale o niej nie myślę, bo choroba i niepełnosprawność nie dają o sobie zapomnieć. Może źle to ujęłam, nie jest tak, że nie myślę, ale myślę w pozytywny sposób. Zaakceptowałam to, jaka jestem, nie narzekam, że nie mogę zrobić pewnych rzeczy, ale cieszę się z tego co mogę jeszcze zrobić.
Po moich turbulencjach w szpitalu byłam pewna, że mogę już zapomnieć o prowadzeniu bloga. Kiedy na OIOM-ie czułam się już lepiej, mąż przyniósł mi telefon, to był dla mnie ciężki czas, więc nie miałam ochoty do niego zaglądać. Któregoś dnia się przemogłam i sprawdziłam co tam w internecie słychać. Oczywiście zajrzałam na blog w statystyki, patrzę, a tam cały czas ruch. Ludzie zaglądali mimo tego, że minęły już dwa miesiące odkąd nie dodałam żadnego przepisu. Popłakałam się wtedy, trochę z radości, a trochę z żalu, bo byłam pewna, że to już koniec mojego blogowania.
Kiedy po czterech miesiącach wróciłam do domu, nie myślałam o blogu. Byłam tak szczęśliwa, że jestem w domu, że nic innego nie miało znaczenia.
Na początku było ciężko, przecież życie przewróciło mi się do góry nogami, ale z czasem się przyzwyczaiłam. Zaczęłam robić coraz więcej rzeczy, prasowałam, sprzątałam to co było możliwe z wózka, zaczęłam też gotować. Trochę za wysoko było mi sięgać do kuchenki, więc kupiłam małą kuchenkę indukcyjną nastawną. Kiedy potrzebuję stawiam ją na stole i działam :)
To wszystko stało się po tym, kiedy nie miałam już nadziei, że będę jeszcze gotować, prowadzić blog, a tym bardziej na to, że będę oglądać i czytać swoje przepisy w czasopiśmie.
Jest mi bardzo miło, że czytacie.
Będę też opowiadać o sobie tu, na Wyznaniach dystroficzki, mam nadzieję, że będziecie czytać :)



Agunia znowu nadaje, jak dobrze! Ten post jest i do poczytania, i na deser do oglądania, fajnie :-*
OdpowiedzUsuńJa odwiedzałam AS od dawna, bo przyciągały mnie nie tylko fajne przepisy, ale jakaś nieuchwytna dobra energia promieniująca z twoich wpisów, i sympatia do bezpretensjonalnej dziewczyny o ślicznym uśmiechu. Czasami tak jest i nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, że ludzie się lubią "przez ekran". I jest mi dobrze na sercu, że i ja się przyczyniłam do tego, że nie zaprzestałaś blogowania :-)
A koty to immanentna część mojego życia. Od kiedy mieszkam na wsi, to mogę mieć kilka, a zasadniczo to tyle, ile los zechce, bo żadnego z ostatnich 6 kotów nie braliśmy specjalnie (no, może z wyjątkiem Muśka, ale trafił do nas dlatego, że nie mógł pozostać w domu u szwagierki - alergia dziecka). Jeśli chcesz, to wyślę Ci zdjęcia obecnych futrzaków, fajnie, gdyby się znalazł dla nich kącik przy waszych pupilach.
P.S. Demon jest identyczny, jak moja pierwsza kocica, to był pers, który jakoby nie trzymał rasy i hodowczyni oddała za darmo. Nawet siedziała tak samo, aż się wzruszyłam... Przytulam Cię gorąco, miłego wieczoru!
Dziękuję Marzyniu, że do mnie zaglądasz i zawsze zostawisz dobre słowo. Jeśli chodzi o koty, to gdybym miała takie możliwości, przygarnęłabym wszystkie które tego potrzebują :) Mam tylko dwa, ale łatwo nie było, żeby się zaakceptowały. Jeśli chodzi o zdjęcia kotków to oczywiście mile widziane, przyślij.
UsuńWitaj Agusiu🙂
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że nie pogniewasz się że tak się do Ciebie zwracam?
Po pierwsze widzę, że wywodzimy się z tego samego środowiska zawodowego,ja też pracowałam na poczcie, przez 8 lat byłam listonoszem i od 2 miesięcy pracuje gdzieś indziej.
Co do do gotowania i pieczenia to możemy sobie podać rękę. To także treść mojego życia. Mogłabym nie wychodzić z kuchni 😉 Twoje przepisy są bardzo ciekawe i zdjęcia ładne. Też robię wiele ujęć i zawsze średnio jestem zadowolona z tych moich zdjęć 🫣
Fajnie nazwałaś zakwas na chlebek 😍
Czekam na kolejny post z kotkami. Sama mam brytyjkę, zdjęcie koteczki wstawiam w postach z podsumowaniem miesiąca.
Gorące uściski i pozdrowienia 😘
Widzisz kochana, mamy ze sobą wiele wspólnego :) Pozdrawiam serdecznie 😘
UsuńWitaj Agus! Hej, nie badz taka skromna - zdjecia potraw sa tak smakowite, ze az slinka ciecze na monitor i klawiature;) Rob tak dalej to bede podkladac sciereczke albo male wiaderko coby nie uszkodzic sprzetu... Pozdrowienia dla Zenka od Szarego Glutka mego. Niechaj sie i kisi i kwasi i pachnie, ja czasem inhaluje sie surowym Glutkiem. Koty Twoje - dwa cuda! Demon co prawda nieuczesany do zdjecia ale to facet to wiadomo;) Za to Lajla z tym jej spojrzeniem z ukosa to prawdziwa Dama, tylko troche puder rozetrzyj na czole! Czekam na jutrzejszy wpis! Oraz pozdrawiam baaarrrdzo!
OdpowiedzUsuńMarzyniu! Kocham styl Twoj pisania dowcipno-przesmiewczo-aroniczno-energetyczny. Jak to jest, ze Ty ubierasz w celne slowa to co ja czuje TU (tu dziobie sie paznokciem wskazujacym w brzucho puste lekutko ponizej zoladka). Ciebie rowniez pozdrawiam i udaje sie w odwiedziny do Jankesa.
Moni kochana, jeżeli ktoś "żył słowem" przez tyle lat, to się i zasób nazbierał :-D Tak się cieszę, że u Aguni taki ruch, i wszystkie czujemy wzajemne dobre uczucia. A co do zakwasu, to mój także ma się dobrze, bo jak napisałam u Agi: "Mój pierwszy zakwas także ukatrupił małżonek, gdym pojechała z dziećmi do Rymanowa. Był to jednak pierwszy zakwas i pierwszy małżon. Mój drugi zakwas żyje już 3 lata, i chociaż ostatnio siedziałam w Słowenii niemal miesiąc, drugi małżon dbał o niego jak o dziecko. Widocznie nie chce, żeby nastawiła trzeci zakwas :-DD". Buziaki najmilsze :-***
UsuńMonia, ja tak samo myślę o Marzyni. Jak ona pięknie wszystko opisuje, jak trafnie słowa dobiera. Gdybym ja tak umiała to bym szybciutko posty trzaskała, a tak, to jeden prawie miesiąc składam :) Zenka oczywiście pozdrowię, zasłużył, bo akurat chlebek w piekarniku się piecze :)
UsuńAga
OdpowiedzUsuńczekałam na ten wpis:)
Od kiedy zostałam nakierowana przez Marzynię, to zaglądam do Ciebie systematycznie:)
Marzynia ma niesamowity dar, niepowtarzalny styl a przede wszystkim luz i poczucie humoru. Potrafi śmiać się sama z siebie, a to nie każdy potrafi. Nie ukrywam, że jest mi bardzo bliska:)
Przejrzałam już sporo Twoich przepisów i powiem szczerze, że jest w czym wybierać. Fotki są super ale wiem o czym piszesz, bo ja też ze swoich przeważnie nie jestem zadowolona:)
Uwielbiam kuchnię, to moje miejsce na relaks. Nie wrzucam przepisów tak często jak dawniej ale spędzam w kuchni sporo czasu tak dla siebie, a w zasadzie dla naszej dwójki:)
Przyznaję się, że nie nastawiłam zakwasu, tylko kupiłam w proszku i...dał radę! Chlebek wyszedł super, już trzeci:)
No i na koniec kociaki, które są przesłodkie i kochane. Zawsze byłam kociarą i tak zostanie ale teraz podziwiam je u innych. Alergia.
Rozpisałam się ale już kończę.
Rób dalej to co sprawia Ci przyjemność i wrzucaj posty. Czekam na kolejny i życzę samych dobrych dni. Ściskam mocno!!!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńBardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną Maminku :) Przykro, że masz alergię na koty, a bardzo je lubisz. To już pech, ale co zrobić....
UsuńNapiszę niedługo o moich futrzakach, to poczytasz i popatrzysz na zdjęcia. Muszę tylko dostać weny:) Buziaki 😘
Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną Maminku :) Przykro, że masz alergię na koty, a bardzo je lubisz. To już pech, ale co zrobić....
UsuńNapiszę niedługo o moich futrzakach, to poczytasz i popatrzysz na zdjęcia. Muszę tylko dostać weny:) Buziaki 😘
O tak! Napatrzę się z największą przyjemnością:)
UsuńWeny życzę i ściskam serdecznie 🤗❤️
Hej Myszko, wysłałam Ci na maila wiadomość. Buźka dobranockowa :-*
OdpowiedzUsuńAguniu, szybkie pozdrowienia z "agregatora", bo małżonek na chwilę podłączył mi kompa (nie mamy prądu od piątku :-D).
OdpowiedzUsuńO matko, to Was dopadło. Widziałam w telewizji, że ludzie bez prądu przez śnieg. U mnie dopiero wczoraj zaczęło sypać, ale nie jest źle, piękne widoki z okna. Trzymam kciuki, żeby szybko to naprawili. Buziaki :)
Usuń