Dużo się ostatnio mówi o dostępności dla osób niepełnosprawnych. Chodzi oczywiście o dostępność w przestrzeni publicznej. Pomyślałam, że napiszę o dostępności domowej. Osoba zdrowa w pełni sprawna nie myśli o takich rzeczach, ale osoba niepełnosprawna już tak. Każda niepełnosprawność jest inna i potrzebuje innych udogodnień. Oczywiście nie da się zrobić wszystkiego tak, żeby było dostępne dla danej osoby, no chyba że ktoś ma nieograniczone możliwości finansowe, wtedy może tak :) Czasem wystarczą drobne rzeczy żeby ułatwić życie. Choruję już 18 lat i na przestrzeni tego czasu moja niepełnosprawność się zmieniała. Na początku choroby miałam tylko problemy z wchodzeniem po schodach, potem już ciężko mi było wstać z przysiadu. Później zauważyłam, że ciężko mi się wstaje z toalety, miałam problemy z wyjściem z wanny. Pierwsza zmiana jaką zrobiliśmy pod moją niepełnosprawność, to był remont łazienki. Zrobiliśmy płaski prysznic bez brodzika, w środku siedzisko zawieszone na ...
Zwierzęta są dla człowieka ogromnym wsparciem, dlatego tym razem w roli głównej będą koty. Nie tylko moje, to znaczy post będzie o moich psotnikach, ale na końcu będziecie mogli zobaczyć zdjęcia moich kocich gości, które dostałam od Marzyni. Będzie też jeden rodzynek, pies Loki, który wraz ze swoim kocim kolegą Regisem uśmiechają się do Was, aż ze Słowenii :) Wracając do moich kotków, to mamy w domu dwa, Lajlę i Demona, chociaż sądząc po charakterach, to Lajla powinna nazywać się Demon :) To jest bardzo zadziorna kotka, a jednak od piętnastu lat moja najwierniejsza przyjaciółka. Demonek to chodzący spokój, całkowite przeciwieństwo Lajli. Jak się pewnie domyślacie ten czarny przystojniak to Demon, uwielbia się wylegiwać na kanapie. Biało czarna księżniczka, to Lajla. Obydwa koty są przygarnięte i obydwa za sprawą Wojtka, mojego syna. Lajla była maleńka, kiedy Wojtek ją znalazł, z kolei Demon miał trafić do schroniska po śmierci swojej pani. Trafił tam na krótko, Wojtko...
Co zrobić żeby nie myśleć o chorobie? Na pewno warto się czymś zająć, robić coś co przynosi nam radość. Od zawsze lubiłam gotować i piec. Starałam się, żeby na weekend w domu było coś słodkiego do kawy. Kiedy zaczęłam chorować, dość długo byłam na zwolnieniu lekarskim, potem świadczenie rehabilitacyjne i w końcu renta. Na początku nie mogłam się odnaleźć bez pracy. Szukałam różnych zajęć, a jak wiadomo w domu zawsze jest co robić. Z czasem zaczęłam się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości. Miałam więcej czasu, więc więcej gotowałam, piekłam, lubiłam to coraz bardziej. Miałam swoje ulubione przepisy, pamiętam że w tamtym czasie bardzo często piekłam kokosanki, ale nie te które robi się z białek. Było to ciasto, które kroiło się na kawałki, potem obtaczało się w gotującej polewie czekoladowej, a następnie w wiórkach kokosowych. Przepis dostałam od mojej Pani naczelnik, kiedy jeszcze pracowałam na poczcie. Kokosanki kojarzyły mi się ze świętami Bożego Narodzenia, bo nie było ...
Komentarze
Prześlij komentarz