Domowa dostępność, czyli jak ułatwić sobie życie.

 
Dużo się ostatnio mówi o dostępności dla osób niepełnosprawnych. Chodzi oczywiście o dostępność w przestrzeni publicznej. Pomyślałam, że napiszę o dostępności domowej. Osoba zdrowa w pełni sprawna nie myśli o takich rzeczach, ale osoba niepełnosprawna już tak. Każda niepełnosprawność jest inna i potrzebuje innych udogodnień. Oczywiście nie da się zrobić wszystkiego tak, żeby było dostępne dla danej osoby, no chyba że ktoś ma nieograniczone możliwości finansowe, wtedy może tak :) 
Czasem wystarczą drobne rzeczy żeby ułatwić życie. 

Choruję już 18 lat i na przestrzeni tego czasu moja niepełnosprawność się zmieniała. Na początku choroby miałam tylko problemy z wchodzeniem po schodach, potem już ciężko mi było wstać z przysiadu. Później zauważyłam, że ciężko mi się wstaje z toalety, miałam problemy z wyjściem z wanny. Pierwsza zmiana jaką zrobiliśmy pod moją niepełnosprawność, to był remont łazienki. Zrobiliśmy płaski prysznic bez brodzika, w środku siedzisko zawieszone na takiej wysokości żebym mogła wstać, to znaczy wyżej niż standardowo. Toaleta też została zawieszona wyżej, do tego poręcze po obu stronach, ale i tak bym z niej  nie wstała gdyby nie szafki, które stoją na przeciwko. Miałam swój sposób na wstawanie. 

Teraz, kiedy jestem na wózku, korzystam też z wózka toaletowego. Na szczęście łazienka i prysznic są na tyle duże, że bez problemu można nim tam wjechać.

Jeśli chodzi o wstanie z krzesła, to ułatwiłam sobie tak, że kupiłam wysokie krzesło, hoker. To akurat mała rzecz, która wtedy bardzo ułatwiała mi życie. 

Z czasem w miarę postępu choroby miałam też problem, żeby się schylić i podnieść. Bardzo lubiłam gotować, piekłam sama pieczywo. Był taki czas, że w ogóle nie kupowaliśmy pieczywa w sklepie. Ponadto prowadziłam już blog kulinarny, więc dostępność w kuchni, była dla mnie bardzo ważna. Wymieniliśmy więc meble kuchenne na takie, żeby było mi wygodnie. Nie mogłam się już schylać, bo często takie próby kończyły się upadkiem. Ciężko mi było korzystać z dolnym szafek, więc zamieniliśmy je na duże wysuwane szuflady. Ważny też był dla mnie piekarnik, dlatego został zamontowany wyżej, żebym nie musiała się schylać. Teraz natomiast piekarnik przydałby się niżej, bo z wózka byłoby łatwiej, póki co proszę o pomoc Przemka (czytaj mąż) :) 


Odkąd poruszam się na wózku, nie mamy też w domu progów. 


Bardzo przydatną rzeczą jest łóżko rehabilitacyjne. Kiedy się kładę, nie jestem w stanie samodzielnie przewrócić się no bok, śpię całą noc w jednej pozycji. Dlatego takie łóżko jest bardzo pomocne, mogę sobie regulować pilotem wysokość pod głową, pod nogami, tak żeby było mi wygodnie. Można też podnieść na dowolną wysokość całe łóżko, co jest pomocne dla mojego męża bo to on musi przenieść mnie z łóżka na wózek i odwrotnie. Łóżko rehabilitacyjne dobrze też sprawdza się przy rehabilitacji, właśnie dlatego, że można je podnieść na dowolną wysokość i rehabilitantka nie musi się schylać kiedy ze mną ćwiczy. 
Wcześniej, kiedy chodziłam, miałam łózko zrobione na zamówienie, było wyższe niż standardowe, bo tylko z takiego byłam w stanie wstać samodzielnie. Chociaż to wstawanie, nie  wyglądało tak, że siadam i wstaję. Nie, ja wstawałam sposobem. Musiałam (też sposobem) obrócić się na bok, potem opierając się na rękach siadałam. Później kombinacja nóg i rąk, żeby zrobić półobrót, opierając się rękami o łóżko, teraz już tylko musiałam jedną ręką złapać za zagłówek, odepchnąć się, wyprostować i już stałam :) Zawsze rano, kiedy byłam już na nogach, czułam ogromną wdzięczność, szczęście, że udało mi się wstać. Kosztowało mnie to, dużo wysiłku, ale teraz za tym tęsknię... 

Kolejna rzecz, która bardzo ułatwia mi życie to schodołaz, dzięki niemu mogę wychodzić z domu. Mieszkam na pierwszym piętrze, więc jest dla mnie wybawieniem. 

Mam taki schodołaz do którego przypina się wózek, natomiast wcześniej miałam wypożyczony od znajomego, schodołaz krzesełkowy. Trzeba było przesiadać się z wózka na schodołaz, a potem znowu ze schodołazu na wózek. To nie było dla mnie dobre rozwiązanie, dlatego kiedy kupowałam schodołaz, to wybrałam taki żeby zjeżdżać bezpośrednio na wózku. 

Schodołaz jest dość drogi, ale można się starać o dofinansowanie z PFRON. 


Coś co jeszcze się przydaje w mojej sytuacji, to pionizator. Ponieważ nie stoję już samodzielnie, pionizator pozwala mi chociaż przez chwilę popatrzeć na świat z pozycji stojącej :) 


Bardzo ważne jest, żeby czuć się dobrze we własnym mieszkaniu i ja tak się czuję. Powiem wam, że jak się tyle czasu spędzi poza domem,  szpital, potem ZOL, to jeszcze bardziej docenia się dom. Czasem jak budzę się w nocy, to otwieram oczy żeby się upewnić, że jestem w domu, że to nie szpitalne ściany, tylko moje domowe. Możecie sobie wyobrazić jakie szczęście się wtedy czuje. 


Jest jeszcze coś, co bardzo ułatwia mi życie, a raczej sprawia, że mogę bardziej się nim cieszyć. 
Nie jest to udogodnienie domowe, ale poza nim, to auto przystosowane do przewozu osoby na wózku. Super sprawa, bo można wjechać wózkiem do środka.

Jeśli chodzi o auto, to też jest specjalny program PFRON i można się ubiegać o dofinansowanie.


To by było na tyle moich udogodnień, być może z czasem pojawią się nowe, mam taką nadzieję :)
Jeśli będzie coś nowego i sprawdzi się u mnie, to na pewno o tym napiszę.




Komentarze

  1. Aguniu, jak dobrze, że piszesz! To bardzo ważny tekst, przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i uwagą, i starałam się sobie wyobrazić, jak pokonujecie trudności i adaptujecie dom do zmian. Nie tracę nadziei, że więcej zmian nie będzie potrzeba, albo że przyjdą jak najpóźniej. Na razie widzę Cię Aguś, z ciepłym i pachnącym chlebkiem, który upiekłaś dla Rodzinki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesyłam buziaki, Marzyniu :)

      Usuń
    2. Witaj Agnieszko! Jestem u Ciebie pierwszy raz, ale przeczytałam wszystkie Twoje posty na tym blogu. Jestem tu oczywiście za sprawą Marzyni, która upiekła chleb według Twojego przepisu i podała link,no i zaczęłam " grzebać" i oto jestem. Kochana nie mam słów żeby opisać jaka jesteś Dzielna i jak mi imponujesz! Czytając o wszystkim co przeszłaś uświadomiłam sobie ze wstydem jaka płytka jestem i jakimi bzdurami się przejmuje, chociaż jestem zdrowa...
      Jeśli pozwolisz będę zaglądać tutaj i na kulinarnego bloga bo też uwielbiam gotować i piec i coś tam próbuje blogować.
      Serdecznie pozdrawiam i przesyłam moc uścisków 🙂
      Monika.

      Usuń
    3. Cześć Monika :) Bardzo mi miło, że zajrzałaś i zechciałaś przeczytać tę moją pisaninę. Dziękuję za miłe słowa i oczywiście zapraszam, zaglądaj do mnie :)

      Usuń
  2. Aga! Za Monika ze smakolykinadiecie moglabym powtorzyc wiekszosc jej wpisu. Podziw i szacun. Wielki! Sama mam za soba dwie ciezkie choroby ale wyszlam, zyje, oddycham, chodze i czasem przylapuje sie na marudzeniu, narzekaniu i uzalaniu sie. Dzieki za poteznego kopa - Twoj blog uswiadamia dosadnie, ze lepiej jest koncentrowac sie na tym co mozemy a nie na tym czego nie mozemy! Wdziecznosc - stanowczo zbyt czesto zapominamy. Masz racje - trudne chwile weryfikuja przyjaciol lub tez "przyjaciol". Przytulam cieplo!!!
    PS. Poprosze nieco o kotach - tak, koty sa mile;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Moniko :) Bardzo mi miło, że zajrzałaś. Dziękuję też za miłe słowa. Serce mi rośnie jak widzę takie komentarze. Bardzo się cieszę, że udało ci się wyjść z choroby. Zdrowie, to najcenniejszy skarb. Jeśli chodzi o koty, to faktycznie muszę o nich napisać, w końcu działają na mnie jak najlepsze lekarstwo :) Pozdrawiam, buziaki :)

      Usuń
    2. Jakie koty? Gdzie są koty?! Ja mam trzy (prawie cztery, bo Spaślak robi za półtora), jestem w temacie! Przychylam się do kociej sesji :-D

      Usuń
    3. Koty są dwa, Marzyniu, to znaczy jeden kot i jedna kotka :)

      Usuń
  3. Witaj Aga! Ja mysle, ze Lajla to jest kocia Dama w szarosciach, a Demon jest czarny jak demon i umie sie bezszelestnie teleportowac;) To prawda - koty sa swietnymi terapeutami, maja niezbadane zdolnosci i niesamowite umiejetnosci! Pozdrrrawiam
    Marzyniu - moze blog kulinarny to nie jest wlasciwe miejsce na pisanie o kotach ale w sumie dlaczego nie? Spaslak na pewno moglby wtracic mruczacy komentarz na temat rolady serowej i dlaczego q... te porcyjki sa takie male????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej dziewczyny! Uśmiałam się serdecznie ze słów Moni, bo Spaślak (zwany tak naprawdę Manulem, bo jako żywo jest wielkości i umaszczenia kota pustynnego) na pewno chciałby partycypować w spożyciu co najmniej jak małżonek :-DD. Dopóki nie pchają się go garnków, coby próbować w trakcie, to koty w kuchni są dopuszczalne, hie, hie... U mnie Manul był nawet bohaterem dwóch postów, bo choć ma nieco debilną minę, jest uroczy, a teraz znowu nadchodzi sezon na upasanie się przed zimą. Ciekawe, czy pobije swój zeszłoroczny rekord! Tu można zobaczyć, jak się upasł:
      https://mamamarzynia.blogspot.com/2024/04/jabka-z-budyniem-pod-kruszonka-i-maa.html
      , a tu ile ważył:
      https://mamamarzynia.blogspot.com/2024/04/lane-pierogi-ruskie-i-rozwiazanie.html
      Demona i Lajlę chciałabym zobaczyć... Buziaki!

      Usuń
    2. Marzyniu, słodki ten twój Manulek :) Dogadaliby się z Demonem, bo on też nieco utyty, he he. Lajla to chudzinka, skończyła już 15 lat i choruje niestety. Jak w końcu uda mi się skończyć post, który już zaczęłam, to następny będzie o kotach, nie ma wyjścia :)

      Usuń
  4. Zgadłaś, że Demon jest czarny, ale z Lajlą się nie udało :) Ona jest czarno- biała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka! Czarno-biala tez jest cudna! Powiedz jej, zeby sie nie wyglupiala i nie chorowala, Panci jest potrzebna! Manul vel Wieprzek powalajacy juz na zdjeciu a na zywo pewnie jeszcze bardziej;)))A niech przybieraja na wadze! Moze ciezka zima idzie i nalezy zadbac o solidna warstwe izolacyjna;))) Pozdrrrawiam wszystkie koty i oczekiwam na posta przebierajac niecierpliwie lapeczkami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też oczekiwam! Agusia, wrzuć nam fotki swoich kocin, a jeśli chcesz, to ja dorzucę resztę bandy :-D Ślemy buziaki z Martkiem!
      P.S. Do Martika też się przybłąkał kociak (i nikt nie wie, jak to się stało w tych Alpach) - dołączymy go do ferajny!

      Usuń
    2. Kończę pisać nowy post, ale nie o kotach, chociaż fotki kotków będą. Tak na zachętę, bo następny post będzie o nich :)
      Marzyniu, super że nie dacie zginąć temu kociakowi. Buziaki :)

      Usuń
  6. A znacie ksiazke Deana Nicholsona? One world, one bike? Kurcze, nie wiem czy to jest po polsku? Kotka Nala znalazla go gdzies w gorach bylej Jugoslawii! O jejku az mnie dreszczyk zadreszczyl, jak ja lubie kocie historie! Zwlaszcza te z dobrym zakonczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki nie znam, ale powiem Marcie, żeby wysłała zdjęcie Regisa (nazwali go tak, bo chyba przeleciał przez te przepaści na nietoperzowych skrzydłach, hiie hie).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kocie sprawy

Warto mieć hobby